Jak się za to zabrać?

IMG_9706Jak tam u Was? Udało się Wam pogadać z wewnętrznym krytykiem? 🙂 Jeśli już macie jakieś przemyślenia, to chętnie poczytam o nich (pewnie
z resztą nie tylko ja)
w komentarzach 🙂

Dzisiaj ciąg dalszy tematu, czyli praktyczny poradnik  jak zabrać się do spełniania marzeń tak, żeby w końcu coś z tego wyszło. I to zdjęcie ma z tym wiele wspólnego 🙂 ale o tym za chwilę.

Teraz poproszę Cię, byś przez chwilę pomyślał, co to za temat, którym chętnie byś się zajął? Jak skończysz zdanie „Zawsze chciałem…”? Co by przyniosło tyle radości, a może nawet zmieniło Twoje życie na lepsze… ale tak jakoś nie idzie się za to zabrać?

Pewnie kiedyś próbowałeś, ale się nie powiodło. Uwierzyłeś, że się nie da. I pewnie masz na to mnóstwo dowodów! Czy nie jest tak, że już dawno zrezygnowałeś? Bo przecież…

Nie mam czasu.  Może kiedyś. Jak będę gotowy/gotowa. Teraz mam za dużo na głowie. Chętnie bym się zaczął, ale nie mam możliwości/odwagi…

Brzmi znajomo? Czas mija, postępów nie ma. Pewnie teraz jak to czytasz, po głowie chodzi Ci coś w rodzaju

  • Przecież to się nie da
  • Tyle razy już chciałem, ale nic nie wyszło, to czemu miałoby teraz wyjść?
  • Coś ze mną jest nie tak. A Ci co im wychodzi, są jacyś inni

Czy przypadkiem, pod tymi myślami nie leży coś takiego?

  • NIGDY MI SIĘ NIE UDA.
  • OŚMIESZĘ SIĘ. BOJĘ SIĘ.
  • NIE ZASŁUGUJĘ NA TO. NIE JESTEM TEGO WART.

I tu jest właśnie ukryty klucz. Myślimy, że nie możemy. Ale uwaga: to tylko myśl. Można z nią podyskutować. Przecież teoretycznie nic, poza tymi naszymi własnymi myślami nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy nasz temat zaczęli ogarniać. Czujemy wewnętrzny opór, bo przeszkadzają nam, jak ostatnio o tym pisałam, nasze własne przekonania. Sztuka polega na tym, by je dostrzec. A jak się już je zna, to można zacząć nad nimi pracować. A to, razem z rozważnym działaniem,  doprowadzi nas tam gdzie chcemy.

Teraz, jako przykład, jak wiele jest możliwe, przedstawiam Wam Przemka „Rockera” Wrzeszcza. Jak Wam powiem, że wyprowadził się od rodziców z łodzi i wynajął sobie mieszkanie w Warszawie, żeby tu pracować, pewnie wzruszycie ramionami. Jak powiem, że pracuje robiąc to co kocha – gra muzykę i na tym zarabia, pewnie poczujecie się zainteresowani. Jak powiem, że komponuje, a ktoś to nagrywa i robi teledyski, że czasem (na przykład dzisiaj) występuje na konferencjach i opowiada, jak żyć z pasją, pewnie buzia Wam się uśmiechnie. A co pomyślicie, jak powiem, że Przemo ma porażenie mózgowe, przez które nie ma możliwości żyć sam, bo nie wstaje z wózka? A do tego prowadzi spełnione życie, zajmując się tym co kocha?

Może w czerwcu temat dość odległy, ale tą kolędę skomponował w zeszłym roku:

A tu Przemo w pracy – gra ze słuchu na zamówienie:

I niech Was nie zmylą te łagodne melodyjki: Przemo jest najprawdziwszym metalem. Ostatnio na fejsie szuka wokalistki „w klimatach Metalcore” do jakiegoś swojego nowego projektu.

Czytaj: naprawdę wiele jest możliwe, jeśli tylko w to uwierzysz i podejmiesz się wyruszenia w drogę do realizacji swoich marzeń 🙂 Wszystko jest kwestią nastawienia. A na pewno możesz o wiele więcej, niż Ci się w tej chwili wydaje! To co, gotowi do podróży w nieznane?

Po pierwsze – wiedz, czego chcesz, a co Cię powstrzymuje i daj sobie prawo rozwiązać ten problem.

Usiądź wygodnie, pomyśl jak najbarwniej o swoim temacie, połóż rękę na sercu, weź kilka spokojnych oddechów i zapytaj siebie:

Co ZAWSZE chciałem robić?

Dlaczego  nie mogę tego zrobić?

Prawdopodobnie usłyszysz w sobie odpowiedź, zanim jeszcze skończysz je wypowiadać.

Co pierwszego przyszło Ci na myśl? Dlaczego nie możesz zacząć?

Łap pierwsze, co Ci przychodzi do głowy! To ten Twój skarb! I kiedy już masz to w ręku, czas na zastosowanie  opisywanej ostatnio praktyki: zasadzamy wątpliwości! 🙂

Czy faktycznie jest to taki blok skalny nie do pokonania? Jakie są alternatywy dla tego sposobu myślenia? Może można zrobić jakiś mały krok, by tę przeszkodę usunąć? Albo ją obejść? Albo nawet dać krok do tyłu, by zobaczyć ten problem w szerszej perspektywie? A co by było, gdybyś pozwolił sobie to głośno rozważyć? Porozmawiać o tym z kilkoma znajomymi?

Słuchaj swojej intuicji.

Oprócz krytyka masz w sobie też drugi głos – głos Twojego „powołania”. Mówi Ci, co jest fajne, co Cię kręci i w czym jesteś dobry. Pomaga tworzyć te fajne rzeczy, z których się cieszysz i wskazuje, czego w życiu chcesz. Prowadzi Cię w miejsca, gdzie możesz znaleźć przyjaznych ludzi, spokój i spełnienie. Tylko słabiej go słychać! Tak jest skonstruowany nasz mózg. Ważniejsze jest wyłapywanie sygnałów o zagrożeniu, więc bardziej koncentrujemy się na ostrzeżeniach niż na możliwościach rozwoju: taki ewolucyjny mechanizm samoobrony, przez wieki pomagał nam przeżywać, więc nie ma się co na niego złościć. Żywią się tym media, ekscytując nasz mózg masą złych wiadomości. Kto oglądałby telewizję o tym, że na świecie są dobrzy ludzie i dzieją się miłe rzeczy? A przecież na świecie codziennie dzieje się o wiele więcej „normalnych” dobrych historii! Muszą stawać się niezwykle spektakularne, by się przebić. To wszystko dlatego, że nasz mózg łatwiej pobudzić strachem niż nadzieją, agresją niż dobrocią.

Tym bardziej trzeba nadstawić ucha i słuchać co ten miły cichy dobry głosik mówi, chociaż można z początku reagować na to strachem czy zaprzeczeniem. On chce Twojego dobra. Wierzy, że się uda. Pomaga znaleźć sposoby, kiedy wydaje się, że nie można już nic więcej wymyślić. Żywi się łagodnością. Agresja go totalnie ścisza.

Pora więc zmienić nastawienie i dać prawo dojść mu do głosu.

Ja czasami lubię z pytaniem, co mnie powstrzymuje, posiedzieć przed lustrem. Wtedy te myśli jakoś tak szybciej wyskakują, a na mojej twarzy czasami maluje wyraz zgoła inny, niż bym się spodziewała. Dobrze jest popatrzyć sobie samemu w oczy. Kiedy orientuję się, o czy pomyślałam to naprawdę, nieraz jestem zaskoczona. Ale to na tym polega ta praca.

Bądź dla siebie łagodny. Bądź wdzięczny, że czegoś się dowiedziałeś, chociaż to może wydawać się z początku niezbyt ważne. Dobrze jest zapisać tą odpowiedź, która przyszła Ci do głowy w czasie tego ćwiczenia. Może to być coś całkiem irracjonalnego! Wtedy na pewno w głowie pojawi Ci się następne pytanie… To ten dialog z wewnętrznym krytykiem, o którym już pisałam. Przyjrzyj się tej myśli dokładnie. Skąd się wzięła? Kto tak powiedział? Dlaczego? I czy to aby na pewno prawda? Może kiedyś to była prawda, ale czy teraz? Jeśli czujesz strach, to co on Ci mówi? Posłuchaj. Czasem samo to wystarczy.

I kiedy już przeprowadzisz to ćwiczenie – podziękuj sobie. Pewnie niedługo się okaże, że łatwiej jest podjąć chociaż jakieś małe działanie, które pomoże Ci zrobić następny krok. I nawet jeśli ogarnie Cię euforia, nie oczekuj, że już teraz nastąpi natychmiastowy stuprocentowy sukces! To początek drogi – tak jak w górach, gdzie nie od razu znajdujesz się na samym szczycie, tylko masz do pokonania trasę; owszem jest to wysiłek, ale za to jakimi nagrodzony pięknymi widokami!

Z wewnętrznym krytykiem trzeba negocjować. I zawsze trzeba być dla siebie łagodnym. Jeśli będziesz chcieć od siebie za dużo – pewnie Twój krytyk się nie zgodzi, więc trzeba odpuścić. Wtedy daj krok w tył i zapytaj, czy może możesz w to miejsce zrobić coś innego, ale nadal zmierzającego w tym samym kierunku? Z czasem osiągniecie kompromis. Lepiej jest zrobić coś naprawdę małego niż nic. A robiąc ten pierwszy krok, dajesz sobie prawo do zrobienia drugiego, potem trzeciego i czwartego…

Mądrość druga – bądź dla siebie łagodny/łagodna

I tu poproszę, rusz wyobraźnią:

Masz dzieci? Albo chociaż w rodzinie jakieś małe dziecko? Pytam, bo ważne jest dla mnie, żebyś pomyślał o kimś bliskim. Teraz wyobraź sobie, że stoisz nad nim, kiedy ma około rok i uczy się chodzić, i właśnie stara się z całych sił podnieść z podłogi w taki sposób, żeby postawić samodzielnie pierwszych kilka kroków. Pamiętasz taki widok?

A teraz wybierz jedną z opcji: co robisz?

a) Zachęcasz to dziecko śmiejąc się szeroko i wyciągasz w jego stronę ręce, gadasz coś bez przerwy,  dodając mu wiary, że jeszcze tylko troszkę i już da radę! Wyobraź sobie jaki entuzjazm wykrzesujesz z siebie, żeby tylko ten szkrab się nie zniechęcił. I brawo! Udało się! Jest malutki kroczek! Co z tego, że zaraz bam na pupę. Ale jesteś dzielny, maluchu!

b) Stoisz nad dzieckiem z rękami opartymi na biodrach i mówisz do niego, z grymasem na twarzy: „Jestem niezadowolony z postępów. Zdecydowanie rozczarowany. Tak to będzie wyglądało? To kiedy zaczniesz chodzić sam po te zakupy? Kiedy będziemy w końcu biegać te przełaje?  I co z triatlonem i Iron Manem? i WYNIKAMI??”

Jak możemy się czegoś nowego nauczyć, jeśli jesteśmy dla siebie tak surowi? Czy przypadkiem sam nie zarzucasz się takimi wymaganiami? Czy dziecko miało by szansę czegokolwiek się nauczyć, gdybyśmy je tak oceniali?

I tu wracamy do zdjęcia.

Widzisz na nim Jurka, mojego bratanka w dniu jego czwartych urodzin. Dwa dni wcześniej nauczył się jeździć na rowerze i jak widać, z wielką radością i swadą ćwiczy 🙂 Zanim tego dokonał, dwa lata jeździł na rowerku biegowym. Dawał na nim radę naprawdę dobrze (wręcz kaskadersko), zanim w końcu dosiadł roweru z pedałami. Na zdjęciu widać jeszcze kij, który potem razem uroczyście zdemontowaliśmy.

Pamiętasz jak sam uczyłeś się jeździć? Pamiętasz ile to trwało? I ten trochę entuzjazm, a trochę strach? I tą motywację, wręcz determinację? Pewnie parę gleb się przy tym zaliczyło. Jak się wtedy czułeś? Zapewne nie wmawiałeś sobie, że jesteś nic nie wart, tylko brałeś się w garść, smarowałeś zdarte kolano śliną i próbowałeś dalej.

Wiec przestań oceniać siebie! A zwłaszcza – skończ się oczerniać. Jeśli przyjdzie Ci ochota skrytykować samego siebie – zamknij dziób. Przypomnij sobie to zdjęcie, dobrze mu się przyjrzyj, pomyśl sobie, co byś takiemu dziecku powiedział, i powiedz to samemu sobie. Mam nadzieję, że Ci to pomoże 🙂

Trzecia mądrość – bądź gotowy i otwarty na zmiany.

Miej świadomość, że bierzesz się za nowy dla Ciebie temat, więc pewnie nie wiesz o nim wielu rzeczy – właśnie dlatego, że wcześniej się nim nie zajmowałeś! Przecież po to zaczynamy pracę, żeby to doświadczenie zdobyć. I nawet coś nie pójdzie według Twojego planu – to bardzo dobrze! Ucz się. To oczywiste, że planując coś, na czym w gruncie rzeczy się nie znamy, nie weźmiemy wszystkich czynników pod uwagę – bo skąd mielibyśmy to wiedzieć? Może się zmienić plan w szczegółach, ale najważniejsze, żebyś wiedział dokąd podążasz. Bądź w stanie zrezygnować z części tego planu – przynajmniej na początku, żeby tylko zaczął się realizować. I tak czeka Cię nagroda 🙂

Kiedy zaczynasz zajmować się tym, co kochasz, może się okazać, że Twoje życie zaczyna się zmieniać i to niekoniecznie w kwestiach związanych bezpośrednio z Twoim zainteresowaniem. Może trzeba zmienić niektóre nawyki. Przeorganizować plan dnia albo tygodnia. Może negocjować z bliskimi. Może trzeba będzie nauczyć samemu sobie odpuszczać presję. Może neutralizować perfekcjonizm.

Ten to jest dopiero upierdliwy! Wspaniale powstrzymuje przed pójściem do przodu. „Kategorycznie nie zgadzam się, byśmy cokolwiek zaczynali, dopóki nie będziemy zdecydowanie w 100% gotowi!”

Prawda objawiona brzmi: NIGDY NIE BĘDZIESZ W 100% GOTOWY! Zawsze coś będzie stało na Twojej drodze! Zwłaszcza jeśli nie pozwalasz sobie na zdobycie doświadczenia bo… nie masz w doświadczenia. Ale jeśli ZACZNIESZ, robiąc jeden krok na raz, masz szansę dojść tam gdzie zmierzasz. Jeśli nie zrobisz nic, na zawsze utkniesz w miejscu i pozostanie Ci tylko żałowanie i rozgoryczenie, że się nie spróbowało.

Krytyk jest naprawdę sprytny (szczerze mówiąc, dokładnie tak samo sprytny jak Ty, więc masz godnego siebie przeciwnika), bardzo chce Cię chronić i często zmienia nastroje i taktyki. Z czasem, im bardziej przybliżamy się do naszego celu, opór lubi się nasilać, co znaczy tylko tyle, że jeszcze coś musimy zmienić. Czasem się upadnie, ale tylko po to, żeby wstając czegoś się nauczyć.

Każdy układ, w tym nasze życie, chce zachować równowagę – nazywa się to homeostazą. Więc opór jest normalny. Traktuj go więc jako część swojej drogi. Jeśli założysz, że dwa kroki do przodu i jeden do tyłu to nie tragedia, tylko szukanie lepszej ścieżki, będzie Ci znacznie łatwiej.

Mądrość czwarta – proś o pomoc

Kiedy już zaczniesz swoją drogę i poczujesz, że potrzebujesz pomocy – poproś o nią. Na pewno jest mnóstwo osób, które zajmują się tym, co Cię interesuje. Znajdź ich i idź tam. Możesz poznać ludzi, którzy zostaną Twoim nowymi przyjaciółmi.

Jeśli to czytasz a mimo wszystko nadal czujesz jakiś masakryczny wewnętrzny opór przed zabraniem się – to znaczy, że zależy Ci naprawdę BARDZO. Przyjrzyj się temu. Jeszcze raz powtórzę: bądź dla siebie łagodny/łagodna. Co Cię powstrzymuje? Co to za blok skalny? Naprawdę nie chcę, żebyś pchał go twarzą!

W takim przypadku może pomóc też poproszenie o pomoc siły wyższej (jeśli w nią wierzysz). Jeśli się modlisz – możesz się pomodlić i poprosić o przewodnictwo. Jeśli medytujesz – pomedytuj na ten temat. Jeśli nie medytujesz – daj sobie czas na wyjaśnienie ze sobą tej sprawy. Pójdź na spacer, na ryby, na imprezę, pozwól, żeby te myśli wypłynęły na wierzch, a potem, zgodnie z przedstawioną wcześniej metodologią… daj sobie prawo je rozbroić. Dasz radę. To też jest praca.

Jeśli czujesz, że nie bardzo wierzysz, że osiągniecie Twojego marzenia jest możliwe – spróbuj tego sposobu. Zacznij zajmować się swoim projektem tak, żeby było Ci jak najłatwiej! Ułatwiaj sobie zadanie, a nie utrudniaj. Nie oczekuj od siebie, że wszystko stanie się od razu takie, jak sobie wyobrażasz. Ale zrób choćby jeden krok zgodnie ze swoją intuicją.

Mądrość piąta – tylko jeden kro na raz

Co będzie, jeśli będziesz próbować iść za szybko? Albo pomijać jakieś kroki? No cóż, pewnie gleba. Ale podnosząc się zdajesz sobie sprawę, co trzeba zmienić. To też jest częścią nauki. I nie ma się na to co obrażać. Takie są prawa fizyki i tak działa ten świat: trzeba wykonać wszystkie kroki po kolei. Prawa, lewa, prawa, lewa i tak dalej.

Bądź przygotowany, że rezultaty mogą być odsunięte w czasie. Ale będą.

To co robisz nie zawsze musi być idealne. Pozwól temu dojrzeć! Pozwól przejść przez kolejne etapy rozwoju. Pomyśl o tych wszystkich motylach w kokonach i brzydkich kaczątkach. To zabiera czas! I Twoją pracę.

Mądrość szósta: zaufaj.

Kiedy już zdecydujesz się dać sobie prawo do zajmowania się swoim tematem – ufaj, że Twoja intuicja prowadzi Ci w dobrym kierunku. I jak zaczniesz robić cokolwiek konkretnego, zobaczysz, jak niektóre drzwi same zaczynają otwierać, a problemy rozwiązywać. Wszystko będzie zmierzać w dobrą stronę. Pilnuj tylko tego, żeby uważnie słuchać, co się tam u Ciebie w środku dzieje i działaj.

I w tym miejscu, już tradycyjnie, przykład z mojego ogródka, czyli o pisaniu.

Jak już wcześniej pisałam,  od dawna marzyłam, że będę pisać. Moje pierwsze blokujące przekonania, z którymi musiałam się teraz uporać, polegały na tym, że

  1. Nie mam pomysłu na powieść (i musi to być powieść dla dzieci na światowym poziomie).
  2. Potrzebuję czasu (najlepiej bardzo długiego urlopu), żeby się oderwać o przyziemnych spraw i  wymyślić pomysł, żeby książka była porywająca
  3. Pracuję na pełen etat, więc nigdy czasu nie mam dość, więc pisanie książki to pewnie na emeryturze, albo nigdy. Kropka. Nie da się, dowiedziono.

Te blokady zostały one rozbrojone we wstępie do internetowego kursu dla początkujących pisarzy organizowanego przez Hay House, wydawnictwo poradników z Kalifornii, przez Doreen Virtue, pisarkę, doktora psychologii i terapeutkę, obecnie znaną jako „pani od aniołów” (w Polsce dostępnych jest kilkanaście jej książek). Opowiedziała, że ona sama nie wierzyła, że ma prawo pisać, jakby pisarze rodzili się z jakimś innym kodem genetycznym. Ale kiedy już udało się jej przekonać samą siebie, że jednak na to zasługuje, to się okazało, że nawet będąc samotną matką dwójki dzieci, pracującą na pełen etat i zaocznie studiującą, potrafiła znaleźć czas na na pisanie jednej strony dziennie. A 365 stron napisanych w ciągu roku to już książka!

To było dla mnie jak objawienie. Stwierdziłam, że spróbuję zrobić krok w tył i przyjrzeć się mojemu tematowi mojego pisania szerzej. Czy może jest już teraz coś, o czym mogłabym pisać? Stwierdziłam, że nie mam materiału na powieść, ale na poradnik o szczęściu to już i owszem… To nie muszę od razu wydawać powieści – bo to nie musi być moja pierwsza książka!

I kiedy w czerwcu zeszłego roku zabierałam się za pisanie – jak wtedy myślałam – książki, poczułam euforię. Uda się! Narrreszcie! Tylko zabiorę się do pracy. Rzeczywistość jednak dość szybko mnie naprostowała: proces pisania nie wyglądał tak, jak to sobie wyobrażałam.

Zakładałam, że:

Ja + czas + szczera chęć pisania = pisanie = książka w (około) rok

Wzięłam więc urlop, a szczera chęć aż ze mnie kipiała. Wyszło natomiast:

Ja + czas + pisanie – doświadczenie = mnóstwo argumentów od krytyka, że to się do niczego nie nadaje, wychodzące braki merytoryczne do uzupełnienia (sporo dalszej mozolnej pracy!), konstatacja, że za dużo od siebie chcę od razu (tzw. spina i problemy z plecami) = sporo tekstu, ale jeszcze zupełnie nie książka.

Tekst, który wtedy powstał nie był w gruncie rzeczy zły i przydaje mi się teraz czasami, kiedy przygotowuję dla Was kolejne posty. Ale krytyk był nieugięty. Czepiał się każdego zdania, każdego źródła, każdej kwestii, w której musiałam się jeszcze czegoś dowiedzieć. Nie mogę mu mieć tego za złe. To ja zrobiłam błąd w założeniu: nie uwzględniłam swojego braku doświadczenia w pisaniu.

Zrozumiałam, że za dużo od siebie wymagam. Doszło do mnie, że trzeba do sprawy podejść spokojniej, zanim ogarnę, jak pisać, żebym była zadowolona.

I nastąpiło drugie olśnienie. Pomyślałam, że pewnie zabierze to tyle samo czasu, co nauczenie dziecka chodzić – czyli około rok. Przecież to trwa! Skoro nigdy nie pozwalałam sobie na pisanie czegoś, co miało by ujrzeć światło dzienne (poza wypracowaniami w podstawówce, które czytaliśmy w klasie na głos) to skąd miałam wiedzieć, jak mi to będzie szło? Teraz trzeba nauczyć się jak się za to zabierać.

Więc na ten moment odpuściłam sobie pisanie i zabrałam się za uzupełnianie wiedzy. Minęło pół roku. I nastąpiło kolejne zaskoczenie.

Zajmując się rozwiązywaniem zupełnie innego problemu, znowu natknęłam się na Doreen Virtue i radę, by prosić o pomoc siłę wyższą. Zgodnie z jej radą postanowiłam napisać list do wszechświata z prośbą o radę. Wygląda to tak: Drogi Wszechświecie, mam taki a taki problem, proszę o podpowiedź… a ta wypłynęła na wierzch jeszcze w czasie jego pisania. Załóż bloga. Ludzie będą czytać, Ty będziesz zdobywać doświadczenie w pisaniu. Już wcześniej o tym myślałam, ale… zgadnijcie, co. Myślałam że to nie dla mnie. Nie dam rady. Nie mam doświadczenia. Nie ogarnę w sposób satysfakcjonujący… Brzmi znajomo? 🙂

Tak więc blog wystartował jeszcze tego samego dnia. A potem przyszła pora na bycie elastycznym.

Kiedy zaczynałam pisać, założyłam sobie taki rytm: napisanie jednego tekstu w tygodniu. I chociażbym nie wiem jak panikowała, to natchnienie po opublikowaniu kolejnego postu zawsze wraca. Nie ukrywam, że pomagają w tym Wasze komentarze 🙂 Zawsze coś mi przychodzi na myśl, kiedy je czytam.

Ale ostatnio rytm się zmienia: publikuję coraz rzadziej. Znowu jest powód do panikowania: już 10 dni jak nic nie udało się skończyć! Ale – teksty robią się dłuższe, więc dłużej nad nimi pracuję.  Jeśli chodzi o pisanie książki, to dobry kierunek, nie? 🙂 Także chociaż mogłabym się na siebie złościć, to właściwie jestem zadowolona 🙂 Zmieniłam teraz założenie i teraz piszę ok 1000 słów tygodniowo. Też dobrze 🙂 Wszystko podąża we właściwym kierunku.

Podsumowując – kilka uwag na zakończenie:

Słuchaj swojego wewnętrznego głosu. Zawsze. Może Ci powiedzieć wiele cennych rzeczy. Do Ciebie należy decyzja, czy posłuchasz głosu strachu, czy nadziei. Strachy wyciągnięte na światło dzienne często przestają być potworami. Nadzieja daje Ci szansę na dojście tam, gdzie chcesz.

Bądź gotowy/gotowa na to, że po drodze Twoje życie może się zmienić – ale uwaga, tylko na lepsze 🙂 Może też się poszerzyć zestaw przyjaciół czy zmienić podejście do czasu, pracy, życia.

Naturą odkrycia jest to, że nie wiesz tego, co masz odkryć! Wiec przygotuj się na drogę w nieznane. I myśl o tym co możesz zrobić w tym konkretnym  kroku. Pamiętaj, jednym kroku na raz. Powodzenia! I czekam cierpliwie na Wasze komentarze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s