Nadchodzi słońce

zdjęcie3925…więc czas się rozchmurzyć 🙂 W końcu od tego jest ten blog 😉 Pogoda będzie coraz ładniejsza…

…co i tak zapewne wielu osobom nie przeszkodzi na nią narzekać 🙂 I dzisiaj o narzekaniu właśnie. Zaczynamy, tradycyjnie, od przypowiastki, a dzisiaj będą nawet dwie.

Parę lat temu miałam okazję odwiedzić przyjaciółkę z Bergen na południu Norwegii (z tego miejsca serdecznie Cię, Natalia, pozdrawiam 🙂 ). Był czerwiec – specjalnie wybrałam się na letnie przesilenie, żeby zobaczyć słynne białe noce – a jednak, u progu lata, standardowy ubiór obejmował zimowe kozaki i szalik. Jednego dnia nawet nie wyszłam z domu, bo deszcz padał poziomo.

W inne dni słońce świeciło przez 15 minut, po czym zaczynało padać, po czym znowu było słońce, a potem znowu deszcz, wiatr gnał ciężkie chmury po niebie i końca tego wyścigu nie było widać.

Wyobraźmy sobie, jak w takiej sytuacji wyglądały by rozmowy w Polsce. CIŚNIENIE SKACZE! Boli mnie głowa/Pewnie będzie mnie boleć głowa. Jestem nie do życia.

A jak reagowali Norwegowie?

Otóż jedyna reakcja była następująca: kiedy zaczynał padać deszcz, ludzie otwierali parasole. Kiedy przestawał, zamykali je. I to by było na tyle. Temat pogody nawet nie zaistniał w rozmowach z osobami, które wtedy poznałam, a dodać muszę, że wszyscy byli jacyś tacy… pogodni 🙂

W czasie tego wyjazdu zostałam zupełnie wyleczona z meteopatii. O ile wcześniej zdarzało mi się myśleć – jak zapewne wielu z Was, że kurczę, to może mieć na mnie jakiś wpływ, to teraz, zanim zacznę zwalać winę na pogodę, dobrze przyglądam się sama sobie. Czy dobrze spałam? Czy dobrze o siebie zadbałam? Czy dobrze jem? Czy może pozwalam komuś/czemuś mnie wkurzać i wyprowadzać z równowagi? Czy może czas w końcu na urlop?

Druga przypowiastka to moment, w którym mnie olśniło, o co chodzi. Jechałam pociągiem i spotkałam bardzo miłą parę. Dziewczyna była z Polski, jej chłopak z Australii i razem pałętali się po świecie. Trochę mieszkali w różnych miejscach w Azji (m. in. w Hong Kongu, gdzie akurat też byłam i od tego się zaczęła rozmowa) i w Europie. I ten przemiły chłopak w pewnym momencie wystrzelił:

Bo wy tu w Polsce macie to, no… „czysznjenje”. A wiesz, że nigdzie indziej na świecie tego nie widziałem?

Moi drodzy, czy zdajecie sobie sprawę, że jesteśmy – na tyle, na ile jak dotąd udało mi się ustalić – jedynym krajem na świecie, który podaje informacje o ciśnieniu? NIKT inny nie zwraca na to uwagi! O przepraszam. Lotnicy i marynarze tak. I ci, co ustalają, czy przypadkiem nie będzie huraganu.

Reszta świata ma ciśnienie w głębokim poważaniu, ponieważ nie uważa za zasadne oddawać władzy nad swoim samopoczuciem jakimś słupkom.

Narzekanie to tylko nawyk. Taki nasz polski small talk. Jak nie wiadomo, jak zacząć rozmowę, wystarczy znaleźć pierwszy z brzegu wspólny temat do marudzenia: pogoda, korki, przegrany mecz reprezentacji. Nie twierdzę, że świat jest idealny, ale może czas przejść do porządku dziennego nad tym, że nigdy takim nie będzie? Czas wziąć swoje sprawy w swoje ręce i zrobić coś, żeby poczuć się lepiej.

Na pewno pomaga zwracanie uwagi na to co właśnie jest dobre, na przykład praktykowanie wdzięczności, o czym pisałam ostatnio – działa dokładnie odwrotnie od narzekania. Okazuje się, że świat z szaroburego robi się kolorowy, pełen dźwięków i zapachów – często też tego, co lubimy i co sprawia nam radość. I życie staje się przyjemniejsze, chociaż niby nic się nie zmieniło. Narzekanie za to pomaga całą masę dobrych rzeczy przeoczyć.

A czy pomaga rozwiązywać problemy? Raczej nie. Udowodniono natomiast, że „przeżuwanie” w kółko tych samych tematów w negatywny sposób (zwane fachowo ruminacją) na prowadzi do obniżenia nastroju, a nawet może skończyć się depresją. Serdecznie polecam zajrzeć do książki Martina Selignama, „Optymizmu można się nauczyć.” Jest tam nawet praktyczny kurs, jak uniknąć tego zagrożenia.

Spróbujcie czasem dla sportu, jak ktoś narzeka, zapytać „A co u Ciebie dobrego?”. Po początkowym zdziwieniu drugiej strony możecie odbyć całkiem miłą rozmowę.

Tak więc: idzie piękna wiosna! Zauważ to i ciesz się tym! Ja o mało nie odkręciłam sobie wczoraj głowy, jadąc pociągiem. Tyle przepięknych drzew wszędzie kwitnie! Śpiewające ptaki! Ta młoda zieleń! Cudownie. Jest jeden taki moment w roku, trzeba to docenić. Śmieję się, że to największa orgia – drzewa uprawiają seks 😉 Można iść do parku i posiedzieć chwilę na trawie, chociaż się niby człowiek spieszy (z tego miejsca pozdrawiam Dominikę 🙂 )

A tak w ogóle – nie ma u nas trzęsień ziemi, nie wybuchają wulkany, nie ma huraganów, nie padają monsunowe deszcze, nie ogarnia nas wieczna zmarzlina ani nie zasypują piaski pustyni – to może jednak nie ma na co narzekać?… 😉

Polecam przerywnik muzyczny na poprawę humoru 🙂 Nadchodzi słońce!

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s